Ponieważ często łapię się na tym, że zapominam, jakie filmy widziałam i jakie książki przeczytałam, rozpoczynam serię mini-wpisów filmowych.
Na pierwszy ogień idzie „Kac Vegas”, który obejrzałam przedwczoraj wieczorem zamiast „Dnia Świra”, na który namawiał mnie mąż. Wiem – to był zły wybór, bo film był naprawdę nijaki, a wszystkie „śmieszniejsze rzeczy” pokazano w trailerze – więc jeśli ktoś jest ciekawy, a nie chce tracić 100 minut – zapraszam poniżej:
