Wprawdzie o makach wprawdzie już było na tym blogu, ale tym razem o inne maki chodzi
Tym razem będzie o komputerach.
W zeszłym tygodniu za namową Kruchego odkurzyłam nieco nasze jabłuszka, zostało mi także podarowane to mocniejsze, gdyż Kru obecnie większość czasu spędza na pecetach. Poza tym ja jestem psuja, więc w moim Macu nie hasa bateria i brakuje przycisku górnej strzałki, który jednak nieco się przydaje
Z tytułu tej makowej reaktywacji na nowo przeżywam wszystkie działania, które na tej cudnej białej maszynce można robić. Zupełnie tak, jakbym dopiero co pierwszego dnia przyniosła go do domu i poznawała go od nowa.
Dodatkowo niedawno w Gruml’owej skrzynce rss’owej pojawiła się informacja o III GetApple w Warszawie – czyli luźnym spotkaniem ludzi, którzy planują zerwać swoje pierwsze jabłuszko z tymi, którzy mogą im opowiedzieć, jak najlepiej je wykorzystać i pokazać jego prawdziwą moc. Moim zdaniem inicjatywa super – grupa zapaleńców powoduje, że zwykły szary użytkownik może posmakować jabłkowej mocy i łatwości, z jaką można obsługiwać komputer. Co więcej – spotkanie jest 100% free – tym bardziej pozwala to każdemu zobaczyć w praktyce, z czym to się je
No, może trochę przesadziłam z tym „każdemu”, gdyż podwoje Studio18 na ul. Brackiej miały ograniczoną pojemność. Jednakże każdy, kto chciał, zmieścił się i zajął wygodne miejsce
Bardzo się ucieszyłam, że udało mi się zapisać na to spotkanie, idealnie wpasowało się ono w moją makową reaktywację. Bardzo mi szkoda, że nie korzystamy z Maców w pracy, bo jest to miejsce, gdzie najbardziej ich funkcje byłyby mi pomocne, tam jest najwięcej wyzwań, które pozwalają lepiej go poznać i bardziej docenić prostotę pracy.
Ależ ja im (Applowcom) słodzę
A miałam posłodzić trochę organizatorom
Pisałam już, że byłam zaskoczona, że udało mi się dostać na listę, choć miejsc miało być tylko na ok. 20 osób. Trafiłam bez problemu na miejsce i zajęłam całkiem przyjemne miejsce w pierwszym rzędzie stolików z idealnym widokiem na rzutnik.
Zaczęliśmy od krótkiej prezentacji w Keynote przygotowanej przez Piotra Wasiaka – prowadzącego nasze spotkanko. Choć prezentacja była tylko jako wstęp z planem spotkania, od razu zrobiła na mnie wielkie wrażenie (chociaż Piotr narzekał, że nie działa mu pilot
) Prezentacja zupełnie inna niż oklepany PowerPoint, z wodotryskami ale bez przesady, z lekkością i trójwymiarowością spowodowała, że nie mogłam się już doczekać prelekcji z Keynote, która miała się niebawem rozpocząć.
O prezentacjach Keynote w przystępny sposób – bo na konkretnym przykładzie i posługując się przygotowanymi wcześniej zdjęciami i testami – opowiedział Piotr Wiśnioch. Fajną sprawą jest to, że mogliśmy uczestniczyć w tworzeniu naszej szkoleniowej prezentacji – pytać, dyskutować, dzielić się własnymi doświadczeniami.
Podobnie było na drugiej prelekcji skierowanej głównie do tzw. switcherów – osób, które chcą „przestawić się” z Windows na Mac. Prowadzący Michał Małyszko opowiadał o swoich doświadczeniach przy przechodzeniu na „makową religię”. W uporządkowany sposób pokazał, co zamiast czego w Windows może ułatwić nam pracę. Oczywiście wywiązała się żywa – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – dyskusja o własnych doświadczeniach innych uczestników. Dzięki temu do listy najpotrzebniejszych i najciekawszych programów dopisaliśmy wspólnie kilka pozycji, a ja w TextEdit zanotowałam kilkanaście linijek z nazwami aplikacji, które muszę mieć
Po zakończeniu części oficjalnej przy dużym stole zasiedliśmy z komputerami i swobodnie dyskutowaliśmy o naszych makowych doświadczeniach i radziliśmy się, jak rozwiązywać codzienne problemy.
Podsumowując - bardzo rozwijające spotkanie
Dobrym pomysłem było zabranie swojego kompa, żeby chociażby zrobić notatki na żywo, ale także po to, aby od razu uzyskać odpowiedz na nurtujące pytania. Cieszę się, że jest plan, aby tego rodzaju spotkania odbywały się częściej – docelowo raz w miesiącu. Aż chce się chodzić na nie za każdym razem, z drugiej strony warto robić miejsce dla kolejnych zbłąkanych pecetowych duszyczek
Chciałam bardzo podziękować organizatorom za spotkanie w zacnym gronie wyluzowanych Macuserów. Naprawdę spore wrażenie robi siedzenie w kręgu świecących na komputerków. Jednocześnie wszyscy są równi, nieważne czy mają Macbooka Pro, czy starszego MacBooka 13,3 – każdy może się czegoś nauczyć, a uwierzcie mi, przybyli tam ludzie żądni wiedzy. Dziękuję także Oli Biolik za foto i video relację oraz pierwiastek żeński w męsko-makowym gronie
Zapraszam na inne strony o tym spotkaniu:
P.S. Jestem bardzo ciekawa relacji osób, które nie mają jeszcze swojego jabłuszka

