Na początek – przepraszam wszystkich czytelników za notoryczne zmiany wyglądu. Wiem – to może wkurzyć. Ba! To może zdenerwować
Od początku istnienia tego bloga bardzo chciałam, żeby był wyjątkowy, nieszablonowy, fajny. Jednakże wciąż nie mogę nad tym zasiąść i tak łatam, łatam byle czym, zamiast zrobić coś samodzielnie. Ostatnio sporo się naoglądałam różnych ładnych stron w sieci i dziś postanowiłam – na razie zostaje ten ascetyczny wygląd, dopóki nie namaluję czegoś samodzielnie. Z góry dziękuję za wytrwałość i cierpliwość.
Ze spraw bieżących – z uwagi na natłok zajęć wszelakich nic nowego się tutaj nie pojawia, gdyż napisanie porządnego wpisu dotyczącego chociażby warsztatów mistrzowskich WS FOTO skutkowałoby tym, że zaniedbałabym obowiązki domowo-rodzinne. A tego zdecydowanie nie chcę, gdy czekam na utęsknieniem na wieczór w towarzystwie ukochanego Kruchego.
Skoro jednak tutaj zajrzałam, to z zaległości mam wpis właśnie o warsztatach mistrzowskich. W międzyczasie byliśmy jeszcze w kinie Luna na „Przerwanych objęciach” Almodovara (i dziś w ramach poniedziałkowych wyjść także coś planujemy), byliśmy na festiwalu pizzy w Pizza Hut (strrrraszne obżarstwo za 2 x 19 zł), nie zrobiliśmy ani jednego zdjęcia
no żadnego porządnego – tylko w ramach reportażu z nieformalnego spotkania studentów WSFoto w klubie Medusa, wygraliśmy licencję na program Pixelmator w konkursie na 3. urodziny strony „Mój Mac”, degustowaliśmy specjały kuchni argentyńskiej w esta i ex-esta towarzystwie, a ja w międzyczasie pracowałam nad blogiem ks. Marka Uglorza oraz nad kolejną stroną prowadzoną przez Moją Mamę – tym razem poświęconą Jej rodzicom, a moim Dziadkom – sikorowska.net/rodzinnie.
