W drodze do Kazimierza lub z Kazimierza:

Na zakupach pourodzinowych w drodze do CoffeHeaven na pyszne VeryWildBerry (zdjęcie będzie niżej…) na markizie jednego z miejsc w Galerii M. zauważylismy coś takiego:
Nie wiem, czy widać, o co chodzi (może na powiększeniu fotki będzie lepiej widoczne), ale na markizie znajdują się 3 napisy:
Przypomina mi to trochę zadania typu „znajdź niepasujące słowo”
Tesco Express – czyli jak ekspresowo wnerwić klienta…
Wczoraj wracając do domu, postanowiliśmy zahaczyć o malutkie Tesco niedaleko naszego osiedla. Niestety od samego początku „wypad” do tego sklepu nie zapowiadał się zbyt dobrze. Wjazd do marketu jest możliwy tylko i wyłącznie z jednokierunkowej uliczki. Przez to zmuszeni byliśmy objechać kawałek dzielnicy
. Następnie trafiliśmy na wybitnie źle zaprojektowany, albo raczej niezaprojektowany wjazd na parking. Problemy z wjazdem/wyjazdem mają seryjne auta, nie wspominając już o takich z niższym zawieszeniem i pasażerami na pokładzie. Na szczęście miejsce parkingowe znaleźliśmy praktycznie od razu z wjazdu. Po wejściu do sklepu „pani” zaproponowała nam „Tesco kartę skarbonkę” (już takową mamy, więc podziękowaliśmy). Tutaj pozwolę sobie trochę przewinąć opowieść… Zaznaczę tylko że wybrane zostały: 2 kawy w szklanych opakowaniach
, cukier i zgrzewka mleka. Mimo że sklep taki sobie i od początku zniechęca klienta, to kolejki do kas wskazywały na to, że zaopatruje się w nim mniej więcej pół dzielnicy
…
Nareszcie! Doczekaliśmy się miejsca na taśmie
. Towar załadowany… Mleeeko, kaaawa, cukieeer (kolejność ma kluczowe znaczenie). OK jest wszystko… Zostało kilka metrów do kasy, więc można spokojnie obserwować ludzi…
No właśnie…
Jeden z klientów przed nami, kupił produkty zaaaa – niecałe 100 zł. Chciał sobie nabić punkty na „Tesco kartę”. Niestety nie został o nią poproszony. Podał ją sam z siebie – niestety było już za późno. Kasjerka była już na etapie wydawania reszty. Klient powiedział, że chce swoje punkty. Pani siedząca na kasie odpowiedziała z pretensją, że teraz już się nie da (wyraz malujący się na jej twarzy zdawał się mówić – „Daj mi spokój wieśniaku – idź do domu – przecież to twoja wina”). Ponowna próba klienta – „no to niech pani nabije jeszcze raz produkty”… I znów negatywna odpowiedź kasjerki – „ludzie czekają…”. Tym razem klient dał już spokój.
Przez chwilę zastanawialiśmy się, że może to rzeczywiście wina klienta?!? Okazało się jednak, że kasjerka po prostu nie pyta o kartę. [Tu własne przemyślenie - skoro to jest nowość tak samo dla "Tesco" jak i dla klientów - to skąd ten biedny klient ma wiedzieć w którym momencie podać kasjerce kartę?] Wracając to tematu głównego…
Nareszcie nasza kolej. Dodam tylko, że też nie zostaliśmy zapytani o „Tesco kartę”.
Pamiętacie jaka była kolejność produktów na taśmie? Kasjerka nabiła najpierw zgrzewkę mleka. Po czym nastąpiło coś bardzo dziwnego. Koleżanka z którą byliśmy w sklepie, została poproszona o przełożenie mleka po stronie klienta. Od tego momentu wszystko działo się już w ułamkach sekundy. Koleżanka złapała zgrzewkę mleka i wszystko by było OK, gdyby pani zatrzymała taśmę. Tak się jednak nie stało, a przesuwająca się taśma spowodowała kraksę. Słoik z kawą był pchany na zgrzewkę mleka na tyle niefortunnie, że postanowił skoczyć z taśmy na ziemię. No niestety nie przeżył tego – odpadło mu denko
. Dodatkowo uszkodził nogę Kasi. Wszyscy zdziwieni. Nie wiadomo co robić. Pani patrzy na nas. Znów na jej twarzy maluje się pretensja „to wasza wina i teraz powinniście to posprzątać”. Kasia postanowiła pomóc
. Podniosła słoik pytając kasjerki czy podać jej to gdzieś (w domyśle do kosza). Jeżeli chodzi o słoik to ostatnim tchem postanowił zgubić głowę i wysypać resztę kawy na podłogę
.
Do kasjerki chyba jednak dotarło, że wina leży raczej po jej stronie – kazała dobrać 2 słoik kawy. Dlatego też Kasia pobiegła po kawę, a my zostaliśmy przy kasie.
Ja zacząłem się zastanawiać, a właściwie byłem przekonany, że zaraz przyjdzie jakaś pani sprzątająca. Po raz kolejny się zdziwiłem. Przyszła pani z sąsiedniej kasy… WTF? Posprzątała mrucząc przy tym pod nosem „nie mogę patrzeć jak to tak leży”. Czyżby oczekiwała miotłowania od nas? Czy może małe Tesco nie zatrudnia sprzątaczek? To by było straszne!
W każdym razie z kompletem produktów wyszliśmy nareszcie z tego wspaniałego miejsca.
Dodam jeszcze tylko, że wjazd jest również wyjazdem – w połączeniu z małym parkingiem, gdzie wszyscy jeżdżą jak chcą, tworzy to jedną wielką tragedię.
Reszta wieczoru na szczęście była bardziej udana
Pozdrawiam,
Kruchy
Zainspirowana wczorajszym wpisem Kru o opisach postanowiłam przejrzeć moją listę kontaktów – może i u mnie znajdzie się coś ciekawego.
Trafiłam na opis GUnetki:
Arnold…Blumi i Brzusia, czyli Black Red & White
Nie wiedziałam dokładnie, o co chodzi, ale chwilę dalej mam na liście UFOlkę, która na miała w opisie:
nie ma Arna
(jest u cioci GU i kuzynostwa Blumiego i Brzusi)
I wszystko jasne: UFOlka (Nocny Rower) wybyła na zasłużone wakacje w Lloret de Mar, a swojego pupilka persa Arnolda skierowała do GUnetki (Nocny Rower) wielkiej miłośniczki zwierząt.
Dwa dziwne opisy, a ile można się dowiedzieć
Siedząc w pracy co jakiś czas sprawdzam kto jest dostępny na gadulcu lub innym komunikatorze. To sprawdzanie nie zawsze podyktowane jest chęcią rozmowy z kimś (konkretnym). Czasami po prostu sprawdzam kto ma co w opisie. Właśnie z tego względu chciałbym wkleić Wam kilka opisów z mojego gadulca.
Będę się starał wklejać tylko te bardziej śmieszne.
„Adam puszcza bąki i śmierdzi przez kwadrans!!111″,
„Małżeństwo to bardzo sprawiedliwe urządzenie: żona musi codziennie gotować”
„głowa mi pęka, to prawdziwa udręka”
Pozdrawiam,
Kruchy
Z dzisiejszych rozmów ze znajomymi:
Avalanche: (13:26) hejmam pytanko nie macie jakiejś starej kasety? Ja: (13:26) yyy? video Avalanche: (13:27) nie... shimano ;p
Chyba bardzo się odrowerowałam, nawet myślenie mi się przestawiło

Dziś jadąc sobie do pracy autobusem linii 155 w kierunku Karolina na czerwonym pasku informującym o trasie przejazdu i innych takich przeczytałam: „ZTM organizuje kurs prawa jazdy kat. C. Termin kursu 10.08.2009 Informacje pod numerem telefonu…”. Myślę – o spoko… I nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że dzisiaj mamy 11.08.2009
Niestety nie doczekałam z wyciągniętym do góry telefonem, aż ta ciekawa informacja pojawi się ponownie, ale zrobiłam fotkę z dzisiejszą datą
Jak na prawdziwego bloga przystało, chcieliśmy (chciałam?) pododawać tagi do naszych wpisów, a potem wygenerować śliczną chmurkę. Zainstalowałam masę wtyczek i zobaczymy, czy coś się doda…
EDIT: Owszem, dodały się, ale… same głupoty. Oto, co zobaczyłam po opublikowaniu tego wpisu:
![]()
Gorsze jest to, że te nowo dodane tagi wcale nie pojawiły się w boksiku „Tagi wpisów” i jeszcze nie wiem, jak je usunę… Chyba będzie trzeba wyłączyć tę wtyczkę (Auto-tags), gdyż chyba nie nadaje się na polskie warunki…
EDIT2: Po komentarzu Kruchego o głupotach wrzucam jeszcze jako archiwum owe głupoty, które pojawiły się pod jego wpisem potraktowanym auto-tagami i śpieszę wyłączyć wtyczkę
