Posts Tagged: Warszawa


7
mar 10

I już po – IV GetApple w Warszawie

Za nami IV warszawskie GetApple. Na początek – na pochwałę zasługuje fakt, że odbyło się ono tak szybko – dopiero co żywo dyskutowaliśmy o naszych jabłuszkach (dla przypomnienia poprzednie GA miało miejsce 16.01.201o, o nim tutaj). Organizujący i prowadzący spotkania Piotr zapytany o spodziewaną frekwencję na dzisiejszym spotkaniu zmartwił się, gdyż całej organizacji towarzyszyły różne utrudnienia w postaci rezygnacji prelegentów, przesunięć rezerwacji itp., więc – chcąc nie chcąc informacja o dzisiejszym spotkaniu pojawiła się w eterze dopiero tydzień temu, za co serdecznie GetApplowców przepraszał.

Plan

Jak się spodziewał i przeczuwał – spotkaliśmy się w bardzo kameralnym kilkuosobowym gronie w stałej lokalizacji – Studio 18. Zaczęliśmy planowo o 12:00 miniprezentacją spotkania przygotowaną w Keynote. Z uwagi na wcześniejsze perturbacje organizacyjne w planie mieliśmy prelekcję o Pages z pakietu iWork ’09 oraz prezentację programu Typinator firmy Ergonis. Ponadto firma Ergonis przygotowała dla uczestników tej edycji GetApple niespodziankę w postaci jednej licencji do rozlosowania wśród zebranych.

Pages

Prezentacja o Pages miała bardzo swobodny, ale jednocześnie mocno rozwijający przebieg. Mam nadzieję, że Piotr nie ma nam (uczestnikom) za złe, że co rusz wchodziliśmy mu w słowo z pytaniami i rozwijaliśmy dyskusję „na boki”, ale temat był tak ciekawy, że każdy chciał podzielić się swoimi doświadczeniami w pracy z edytorami tekstu, znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania lub odgadnąć, jak coś znane z MS Word czy OpenOffice zostało wymyślone przez Apple. Finalnie wspólnymi siłami w ramach ćwiczeń stworzyliśmy dokument ofertowy opisujący ideę spotkań GetApple.

Typinator

Następnie Piotr opowiedział nam o Typinatorze, a Michał (jeden z uczestników) dodatkowo go zarekomendował jako „praktykujący” użytkownik podkreślając jego przydatność w codziennej pracy. Mnie Typinator w pierwszym momencie skojarzył się z zaawansowaną „autokorektą” znaną z MS Word (którego już wieki nie używałam). Jednakże jest on dużo bardziej zaawansowany, niż mogłam przypuszczać: możliwość wklejania sformatowanego tekstu lub grafik, reagowanie w locie lub on-demand na wpisywane komendy – to jest to! Myślę, że na temat Typinatora niebawem będę mogła powiedzieć coś więcej, gdyż to właśnie mnie przypadł laur zwycięzcy i licencja na program :)

Po części oficjalnej przesiedliśmy się do mniejszego stolika i tam już w bardziej swobodnej atmosferze dyskutowaliśmy o makowym życiu codziennym (MacHeist, iPad, wymiana pamięci, rozwojowość MacBooków itp :) )

Spotkanko zaliczam do bardzo udanych mimo małej grupki zebranych uczestników. Do zobaczenia następnym razem :)


17
sty 10

Makowa reaktywacja z GetApple

Wprawdzie o makach wprawdzie już było na tym blogu, ale tym razem o inne maki chodzi :) Tym razem będzie o komputerach.

W zeszłym tygodniu za namową Kruchego odkurzyłam nieco nasze jabłuszka, zostało mi także podarowane to mocniejsze, gdyż Kru obecnie większość czasu spędza na pecetach. Poza tym ja jestem psuja, więc w moim Macu nie hasa bateria i brakuje przycisku górnej strzałki, który jednak nieco się przydaje ;) Z tytułu tej makowej reaktywacji na nowo przeżywam wszystkie działania, które na tej cudnej białej maszynce można robić. Zupełnie tak, jakbym dopiero co pierwszego dnia przyniosła go do domu i poznawała go od nowa.

Źródło: GetApple.pl

Dodatkowo niedawno w Gruml’owej skrzynce rss’owej pojawiła się informacja o III GetApple w Warszawie – czyli luźnym spotkaniem ludzi, którzy planują zerwać swoje pierwsze jabłuszko z tymi, którzy mogą im opowiedzieć, jak najlepiej je wykorzystać i pokazać jego prawdziwą moc. Moim zdaniem inicjatywa super – grupa zapaleńców powoduje, że zwykły szary użytkownik może posmakować jabłkowej mocy i łatwości, z jaką można obsługiwać komputer. Co więcej – spotkanie jest 100% free – tym bardziej pozwala to każdemu zobaczyć w praktyce, z czym to się je :)

No, może trochę przesadziłam z tym „każdemu”, gdyż podwoje Studio18 na ul. Brackiej miały ograniczoną pojemność. Jednakże każdy, kto chciał, zmieścił się i zajął wygodne miejsce :) Bardzo się ucieszyłam, że udało mi się zapisać na to spotkanie, idealnie wpasowało się ono w moją makową reaktywację. Bardzo mi szkoda, że nie korzystamy z Maców w pracy, bo jest to miejsce, gdzie najbardziej ich funkcje byłyby mi pomocne, tam jest najwięcej wyzwań, które pozwalają lepiej go poznać i bardziej docenić prostotę pracy.

Ależ ja im (Applowcom) słodzę ;) A miałam posłodzić trochę organizatorom :) Pisałam już, że byłam zaskoczona, że udało mi się dostać na listę, choć miejsc miało być tylko na ok. 20 osób. Trafiłam bez problemu na miejsce i zajęłam całkiem przyjemne miejsce w pierwszym rzędzie stolików z idealnym widokiem na rzutnik.

Zaczęliśmy od krótkiej prezentacji w Keynote przygotowanej przez Piotra Wasiaka – prowadzącego nasze spotkanko. Choć prezentacja była tylko jako wstęp z planem spotkania, od razu zrobiła na mnie wielkie wrażenie (chociaż Piotr narzekał, że nie działa mu pilot ;) ) Prezentacja zupełnie inna niż oklepany PowerPoint, z wodotryskami ale bez przesady, z lekkością i trójwymiarowością spowodowała, że nie mogłam się już doczekać prelekcji z Keynote, która miała się niebawem rozpocząć.

O prezentacjach Keynote w przystępny sposób – bo na konkretnym przykładzie i posługując się przygotowanymi wcześniej zdjęciami i testami – opowiedział Piotr Wiśnioch. Fajną sprawą jest to, że mogliśmy uczestniczyć w tworzeniu naszej szkoleniowej prezentacji – pytać, dyskutować, dzielić się własnymi doświadczeniami.

Podobnie było na drugiej prelekcji skierowanej głównie do tzw. switcherów – osób, które chcą „przestawić się” z Windows na Mac. Prowadzący Michał Małyszko opowiadał o swoich doświadczeniach przy przechodzeniu na „makową religię”. W uporządkowany sposób pokazał, co zamiast czego w Windows może ułatwić nam pracę. Oczywiście wywiązała się żywa – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – dyskusja o własnych doświadczeniach innych uczestników. Dzięki temu do listy najpotrzebniejszych i najciekawszych programów dopisaliśmy wspólnie kilka pozycji, a ja w TextEdit zanotowałam kilkanaście linijek z nazwami aplikacji, które muszę mieć :)

Po zakończeniu części oficjalnej przy dużym stole zasiedliśmy z komputerami i swobodnie dyskutowaliśmy o naszych makowych doświadczeniach i radziliśmy się, jak rozwiązywać codzienne problemy.

Foto: Ola Biolik

Podsumowując - bardzo rozwijające spotkanie :) Dobrym pomysłem było zabranie swojego kompa, żeby chociażby zrobić notatki na żywo, ale także po to, aby od razu uzyskać odpowiedz na nurtujące pytania. Cieszę się, że jest plan, aby tego rodzaju spotkania odbywały się częściej – docelowo raz w miesiącu. Aż chce się chodzić na nie za każdym razem, z drugiej strony warto robić miejsce dla kolejnych zbłąkanych pecetowych duszyczek :)

Chciałam bardzo podziękować organizatorom za spotkanie w zacnym gronie wyluzowanych Macuserów. Naprawdę spore wrażenie robi siedzenie w kręgu świecących na  komputerków. Jednocześnie wszyscy są równi, nieważne czy mają Macbooka Pro, czy starszego MacBooka 13,3 – każdy może się czegoś nauczyć, a uwierzcie mi, przybyli tam ludzie żądni wiedzy. Dziękuję także Oli Biolik za foto i video relację oraz pierwiastek żeński w męsko-makowym gronie :)

Zapraszam na inne strony o tym spotkaniu:

P.S. Jestem bardzo ciekawa relacji osób, które nie mają jeszcze swojego jabłuszka :)


11
sty 10

Zas(y)pa(ło)

A no właśnie – trochę zasypało Warszawę…

Łikend pod względem jeżdżenia samochodem – tragiczny… Nie dlatego, że posypał śnieg i zrobiło się ślisko na ulicach. Tragiczny dlatego, że każde ruszenie auta z podwórka wiąże się albo z zakopaniem w wielkich zaspach, albo z brakiem późniejszej możliwości zaparkowania.

Sobota.
Po odśnieżeniu auta i próbie wyjechania na miasto – zakopałem się :P – dobrze, że akurat sąsiad wychodził do sklepu.
Po powrocie z miasta i półgodzinnym jeżdżeniu po osiedlu celem zaparkowania – znalazłem nareszcie miejsce… Pod blokiem po 2 stronie Gagarina… Na szczęście trafiłem miejsce przy odśnieżonej ulicy.

Niedziela.
Wyjazd OK (pomijając dość mocne skrobanie samochodu).
Powrót z miasta i parkowanie z rozpędu… Dobrze, że było gdzie… Z kolei później wpychaliśmy auto mamy na chodnik – zabawne było to, że przez ten śnieg nie mogła podjechać pod 10cm krawężnik…

Poniedziałek.
Do pracy chcieliśmy ruszyć samochodem. Jednak jak zobaczyłem, że za oknem wypychają sąsiada – zrezygnowaliśmy z tego pomysłu.
Tak więc postanowione – jedziemy autobusem… Po drodze na przystanek wypchnęliśmy kolejnego zakopanego…

Na przystankach ludzi kupa. Musieliśmy darować sobie jeden autobus – w środku tłumy. Wsiedliśmy w równie zapchane 180. Przystanek „Dobra” – przesiedliśmy się w zupełnie pusty 151. Jak się później okazało – świetny pomysł. Po drodze popsuły się tramwaje, które miały nas pierwotnie zawieść do pracy. Ale my, naszym 151 śmigaliśmy sobie bezpośrednio do roboty.

Gdzieś w centrum dostałem SMS o takiej treści:
„Pod Kolmexem zupełnie nie odśnieżone. Weź saperkę albo łopadę :-)
Kolejny raz byłem zadowolony z siebie, że nie pojechaliśmy samochodem. Nie mogłem się tylko doczekać, aż zobaczę ten parking, na którym w „normalne” dni nie ma gdzie zaparkować (brak wolnych miejsc).

Dziś miejsc było do koloru do wyboru, jednak parkowanie na nich było/jest nieco utrudnione przez ten cudowny śnieg…


17
gru 09

Pierwsze śniegi (rozwiązuję zagadki ludzkości :P)

Dzisiejszy dzień zaczął się troszeczkę straszno… Spadł śnieg! Na mieście zrobiło się dość zimno… Budziki niestety w taką pogodę nie chcą działać ;) – jednym słowem z całej tej zimności – zaspało nam się troszkę. Samochody, jak zwykle przy pierwszych opadach śniegu, jeżdżą jakby chciały, a nie mogły. Autobusy nie jeżdżą według rozkładów, a jeżeli już przyjadą – to tak napakowane, że nie da się wsiąść.

Ja do pracy jechałem dziś 3 autobusami + 1 przystanek przebyłem na butach. Z pierwszego autobusu wysiadłem po 1 przystanku, żeby wypuścić ludzi, ale z powrotem zabrakło dla mnie już miejsca (jechałem z Kasią – więc zadbałem tylko o to, żeby Kasia się zmieściła – wepchnąłem ją na siłę do autobusu, udostępniając miejsce na którym ja wcześniej stałem). Za chwilę przyjechał(y) 180 (aż 2 sztuki). Pomyślałem sobie – Nowy Świat – doskonałe miejsce na przesiadkę. Oczywiście postanowiłem sobie dodatkowo utrudnić życie. Stwierdziłem że jazda tramwajem do pracy jest zbyt banalna. Poza tym tramwaj co prawda jeździ 50 razy częściej niż autobus 155, ale zatrzymuje się jakieś 150m od wejścia do mojej firmy, a dodatkowo trzeba przejść przez 2 przejścia dla pieszych. Wybrałem autobus 155 (on zatrzymuję się 70m od wejścia do firmy i nie ma po drodze żadnych przejść dla pieszych :P ). Normalną sprawą było to, że 155 po prostu nie przyjechał – przez prawie 30min! Wsiadłem w pierwszy lepszy autobus…

Właśnie do tego pierwszego lepszego autobusu, kilka przystanków dalej, wsiadła starsza pani. Zapytała mnie – czy ten autobus jedzie w miejsce X. Ja odpowiedziałem, że niestety nie wiem – bo za chwilkę wysiadam. Ona natomiast stwierdziła, że przejedzie się i sprawdzi.

Mamy tu odpowiedź na jedną z zagadek ludzkości. Dokąd jeżdżą wszyscy emeryci rano w dni powszednie?
Odpowiedź jest prosta – jadą się przejechać.

Przy ulicy Prostej wysiadłem z autobusu. Tak jak już wcześnie wspomniałem – ten kawałek przebyłem na piechotę. Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem.

Warunki pogodowe jakie są – każdy widzi:
SNC00067_
ale to nie przeszkadzało pewnej pani dojeżdżać do skrzyżowania i malować się w między czasie. Może i nie było jakiegoś wielkiego niebezpieczeństwa – ale malowaniu się i jednoczesnemu prowadzeniu auta (przy takiej pogodzie jak dziś) – mówimy stanowcze NIE!

dziękuję za uwagę :)
Kruchy


8
gru 09

Gdzie jest Pałac Kultury?

Dziś kolejny dzień jeżdżenia komunikatorami miejskimi.

Traska z przesiadką w centrum. Nie chciało mi się wyciągać telefonu, żeby sprawdzić która jest godzina – więc spojrzałem na zegar na Pałacu Kultury. Ku mojemu zdziwieniu nie było tam ani zagara, ani… Pałacu Kultury.

Tak czy inaczej zmuszony byłem skorzystać z czasomierza w telefonie, więc dodatkowo zrobiłem 2 fotki (nie są w świetnej jakości – ale są ;) ).

Chwilkę później wyglądało to troszkę lepiej.

Przepraszam za słabe fotki – ale dokument jest :P .

Pozdrawiam,
Kruchy


7
gru 09

Przeżyjmy to jeszcze raz – na ślubnym kobiercu

Choć rocznicę ślubu mieliśmy jakoś pół roku temu, zawsze jest okazja do wspominania tego wydarzenia – niedawno do mojej skrzynki gmailowej zawitał tajemniczy link od Ardilli Loci:

Autorów i montażystów przepraszam, że dopiero teraz – bardzo, bardzo dziękujemy – prezent jest niesamowity, niepowtarzalny i w ogóle, w ogóle!!! Iwonko Ardillo Loco i Krzysztofie RomeoAD – dziękujemy za masę poświęconego czasu i za wspaniałą niespodziankę!!!


4
gru 09

Poniedziałkowy cykl wieczorów z…

Obiecywałam sobie, że będzie systematycznie no i niestety nie udało się… Wpis poniedziałkowy musiał poczekać aż do piątku, kiedy to jadąc autobusem do pracy znalazłam chwilę na małe blogowanko :) W tym tygodniu w ogóle sporo się działo, więc nie nijak nie było czasu (jak zawsze, jakby to powiedział kolega Eddie). W poniedziałek byłam starsznym maruderem i leniuszkiem – wcale nie chciało mi się wracać do domu, ale powłóczyć się po jesiennej Warszawie. Namówilam więc Kru, abyśmy wybrali się na wieczorny seans filmowy do „Luny” (bo w końcu ją zamkną, a my dalej nie będziemy mieli zaliczonego wyjścia do kina z podwojnymi kanapami :) ) Za dawnych czasów (2006-2007) późnopopłudniowa rezerwacja biletu na poniedziałkowy seans za 5 zł była prawie niemożliwa, nie mówiąc już o miejcach na VIPowskich podwójnych kanapach… Ale co mi tam – zaryzykowalam i proszę – bez problemu udało się zdobyć bilety na „Iluzjonistę” w wymarzonych miejscach.

Część pierwsza – pierrogi w centrum miasta

Kru zrobił mi wielką przyjemność i przed kinem (start filmu o 20:45, wyjście z pracy 17:30) przespacerowalismy się od centrum do pl. Konstytucji, żeby zasiąść za drewnianym stołem nowej pierogarni w centrum miasta.

Pierrogeria by Kruchatkowo

Lokal wypatrzylismy przed koncertem „Skowytu”, ale Kruchy słusznie przepowiedział, że skoro nie ma tam browarskich neonów, piwa także tam nie będzie. Tym razem jednak nie o piwo głównie nam szło, lecz o dobrą strawę. Wybór pierogów spory, a to ze względu na różnorodną formę ich przygotowania: klasyczne 10 sztuk z wody, 10 ruskich z różnymi wersjami nadzienia serowego, pierogi podsmażane i 6 pierogów zapieczonych. Poza tym wybór naleśników „na konkretnie” i na słodko oraz desery naleśnikowe i sernikowe. Na pierwszy ogień poszły zapiekane pierogi z kaszą gryczaną i boczkiem z soem czosnkowym lub pomidorowym oraz naleśniki z indykiem i jabłkiem na dzikim ryżu.

Zapieczone pierogi z sosami

Niestety cena napojów w tym lokum była jak dla nas zbyt wysoka (przykład na herbacie: czarna – 6 zł, owocowa, prawdopodobnie Dilmah z pudełka z owocowymi aromatyzowanymi – 12 zł), ogranizyliśmy się do pepsi i zwykłej herbaty. W przypadku tej drugiej – uratowała ją obecność cytryny i całkiem spora filiżanka. Na deser mąż mój zaproponował nam naleśniczki na słodko. Zachęceni przez samą właścicielkę poprosiliśmy o naleśniczki a’la Gundel, ale niestety nie były dostępne. Pocieszyliśmy się więc naleśniczkami z twarożkiem i wiśniami – wersja BLACK oraz naleśniczkami z jabłkiem i lodami – wersja WHITE.

Naleśniczki w wersji BLACK Naleśniczki w wersji WHITE

Na koniec miły akcent – zapytaliśmy właścicielki o podpiwek (napój o ciemnej barwie i słodkawym smaku…), który znaleźliśmy w karcie. Od razu zostaliśmy poczęstowani tymże napojem na koszt lokalu – bardzo sympatyczna rzecz.

IMG_0497_

C.d.n.


28
lis 09

„Skowyt” w Barrocku – niespodzianka muzyczna

Bardzo przyjemny wieczór w doborowym towarzystwie wczoraj spędziliśmy :) Stało się to zupełnie niespodziewanie, choć tak nie do końca… Wszystko zaczęło się 18 listopada o 11:54, kiedy w poczcie fb znalazłam maila od Tomika Wincenciaka, który zapraszał imiennie (nie tam jakiś spam):

Kasia, Będzie nam niezwykle milo nam gościć Cie na specjalnym koncercie Skowytu :)

Oczywiście zgodziłam się i potwierdziłam, że wraz z mym drogim mężem pojawimy się :) Ale zespołu Skowyt nie znałam i z taką lekką nieśmiałością podeszłam do tematu, kiedy nadszedł dzień koncertu…

[googlemap lat="52.220702" lng="21.013848" width="150px" height="150px" zoom="15" type="G_NORMAL_MAP"]Warszawa, Polska[/googlemap]

Prawie nie trafiliśmy na miejsce, gdyż zamiast na pl. Konstytucji udaliśmy się na pl. Zbawiciela… Na szczęście udało się znaleźć Barrock (przy okazji okazało się, że już tam kiedyś byliśmy). Zespół był już „rozstawiony po kątach”, a właściwie po jednym. Trzeba przyznać, że przestrzeni scenicznej chłopaki mieli bardzo niewiele. Od progu skomunikowaliśmy się wzrokowo z Tomkiem, który w Skowycie jest odpowiedzialny za „niskie dzwięki i pekeasy”.

Skowyt dla znajomych

W kolejnych kilkunastu minutach poznaliśmy także wzrokowo resztę ekipy – bardzo fajni ciepli wyluzowani ludzie. A co najważniejsze – „frontem do publiczności”. Jak wspomniałam wcześniej „Skowyt” przynajmniej z nazwy nie był mi znany zupełnie, ale wszystko zmieniło stroili się i ćwiczyli przez rozpoczęciem. Zaaferowana układaniem kurtek i torebki i rozpakowywaniem aparatu nagle usłyszałam całkiem znany mi z Antyradia kawałek „Jest nas dwóch” i już wiedziałam, że będzie fajniej niż myślałam : ) Zdanie „lubię tylko te piosenki, które już znam”, wypowiedziane przez inż. Mamonia w filmie „Rejs” znowu miało swoje uzasadnienie. I tym mnie na wstępie zdobyli. Potem było już tylko lepiej: nie tak, jak zwykło bywać na koncertach, gdzie artyści są dalecy, niedostępni, czasem nawet niewidoczni…

Chłopaki były dostępne na wyciągnięcie ręki i całą swoją energię dawali odczuć otaczającym ich słuchaczom. Ługi szalał, ciężko było go złapać w obiektywie, świetnie i żywiołowo działał na scenie – raz będąc dzikusem, a raz małym dzieckiem („Jamajski pedofil”). Nie obyło się też bez kontrowersyjnych tekstów („Jezus Chrystus królem Polski”), co bardzo cenię i cieszy mnie, gdy teksty poruszają tematy tabu w naszym kraju. Dodam, że chłopcy narażali życie odśpiewując ten kawałek, gdyż ostrzeżona ich, iż nieopodal mieszka pani dewotka, która przy późno nocnych hałasach zaraz wzywa policję – strach pomyśleć, co by było, gdyby słowa ” [ tu muszę uzupełnić, jak zdobędę lyricsy od zespołu ]” dotarły do jej uszu ;)

Skowyt na scenie Szaleństwa Ługiego

Po pieśniach dla najbardziej wytrwałych przygotowano projektor z teledyskami, poznaliśmy też główną bohaterkę „Ona jest Nazi”.

Teledysk "Ona jest Nazi" na ekranie z prześcieradła :)

Zaczęła się po prostu wielka integracja: mogliśmy zamienić kilka słów z gitarzystą Aretzkim (riffy i „pitu-pitu”), który raczył nas opowieściami, zebrać przy tym autografy, na które chłopaki nieco się oburzali :) Ale za to było wesoło i naprawdę przesympatycznie :)

Skowyt Autografy


25
paź 09

Edukacyjne Spotkania Allegro – Warszawa, 24-25.10.2009


Grafika pochodzi z serwisu esa.allegro.pl

Źródło: esa.allegro.pl

Część pierwsza: relacja offline live spisana „na kolanie”

Spotkanie – tak jak mówił MF – nic ciekawego. Możliwe, ze zle odczytalam ich komunikat -> wychodzi na to, ze spotkanie jest dla użytkowników Allegro, którzy prowadzą lub bedą (planują) prowadzić sklep internetowy – handlować przez Internet, również za pośrednictwem Allegro. Organizacyjnie trochę im nie wyszło, gdyż rejestracja była przesunięta na „po pierwszym wykladzie”, a nie tak, jak można było się tego spodziewać – zaraz po wejsciudo budynku, w którym się dzisiaj spotkaliśmy. Po pierwszym wykładzie dziki tłum uderzył na parter celem odebrania obiecanego i oplaconego pakietu startowego. Jak można było się spodziewać kolejka zrobiła się całkiem spora i nieźle zakrecona. Trochę to paradoksalne – osoby wchodzące do budynku pytaly jak za czasów PRLu i głębokiej komuny: „za czym ta kolejka?” – w dobie szybkiej sprzedaży internetowej ;) Ciezko jest się nie czepiać tego dużego i znanego gracza na rynku e-commerce. Próbuje ich tłumaczyć tym, ze jest to pierwsze tego typu spotkanie. Głosy w kolejce nie były jednak przychylne, cześć osób w ogóle nie widziało sensu w staniu po jakaś dziwna siatkowa torebkę z nieznana zawartością. Po dobrych 20 minutach wolnego przestepowania znogi na noge pani rejestratorka wyszła do nas i rozbrajajacym głosem zaprponowala, żebyśmy udali się na kolejny wykład żeby potem ponownie stanąć w kolejce ;)

I mnie udało się odstac swoje i dostać obiecany welcome-pack. W perwszej chwili oczywiście byłam lekko zmartwiona brakiem smyczy, których cały stos widziałam wchodząc tu rano, ale po „poglebionej analizie” torebeczki wszystko stało się jasne, miłe i przyjemne ;) kończę to narzekanie, bo trzeba organizatorów pochwalić ;) W końcu to dzięki nim mogłam zapisać ten nietypowy wpis blogowy off-line – na firmowym papierze, firmowym dlugopisem…

Część druga: po drugim dniu zajęć i z pewnej perspektywy myślowej ;)

Trochę o zajęciach… Pierwszy wykład dotyczył e-commerce ogólnie – wprwowadzenia w temat. Standardowo trochę statystyk, trendów, planów. Bardzo ciekawa była dla mnie cześć poswiecona tzw. social shoppingowi czyli zakupom w internecie bazujacym na opiniach innych konsumentów, a właściwie prosumentow czyli ludzi z własnej nieprzymuszonej woli generujacych opnie w internecie – na modłę Web 2.0, które jest mi bliskie ;) Slupki statystyk dobrze pokazały, ze liderzy opinii to w polskim internecie już ok. 1/3 z trendem rosnacym. Trudno się z tym nie zgodzić – ludzie poszukują opinii i pomocy w podejmowaniu decyzji w zakupach na mocno nasyconych rynkach. Inni ludzie chętnie dzielą się swoim doświadczeniem zakupowym – zarówno tym pozytywnym jak i negatywnym. Co zaskakujące, wśród ludzi piszących opinie przeważają mężczyźni ;) A niby tacy małomówni ;)))

Kolejne prezentacje dotyczyły prowadzenia własnego biznesu w Internecie – założenia i prowadzenia sklepów internetowych. Dopiero warsztaty tak naprawdę zachęciły mnie do spróbowania czegoś nowego czyli zabawy w e-biznes. Na pewno nie teraz, ale… może jak będziemy już na naszej wiosze…

Rzeczone warsztaty to kolejno szkolenie z obsługi klienta, które rozpoczęliśmy od fajnego ćwiczonka: otrzymaliśmy kartki papieru A5, mieliśmy zamknąć oczy, a nasza prowadząca wydawała nam polecenia: złożenia na pół i odrywania rogów kartki z różnych stron. Jak można było się spodziewać – wynik działań był różny :) W ten sposób bardzo przystępnie pokazano nam różnicę miedzy komunikatem a komunikacją. A także to, jak ważna jest komunikacja w kontakcie z klientem. Otrzymaliśmy także dawkę porad, jak radzić sobie z reklamacjami i trudnymi klientami – myślę, że przydatne informacje nie tylko dla prowadzących e-biznes. Na koniec uczestniczyliśmy w zajęciach z copywritingu – moim zdaniem świetne z dwóch powodów: 1. temat bardzo ciekawy, z którym nie miałam jeszcze kontaktu w sensie dostępu do profesjonalnych wskazówek; 2. prowadząca pani Anna Dmochowska (allegrowa puszysta_pani), która bardzo ciekawie opowiadała nam o tym, jak pisać dobre oferty, co jest najważniejsze, czego unikać. Poza tym świetnie zgrała swoją prelekcję z prezentacją – wszystko co ważne, pojawiało się w odpowiednim momencie tak, że nie czytaliśmy „na przód”, tylko byliśmy dobrze skoncentrowani na tym, co nam opowiadano. Jak tylko otrzymam prezentację, postaram się ją tutaj zamieścić.

Ponieważ wpis ten powstaje prawie tydzień od wydarzenia, więc nie jest już tak aktualny, ani też pisany na świeżo, tak jak pierwsza jego część (offlajnowa notatka live), więc piszę nieco z perspektywy ucinając detale. Niedzielną część spotkania zaplanowałam tak, by nie spędzić tam całego dnia, tylko skorzystać z najbardziej dla mnie wartościowych zajęć. Zaczęło się ciekawie na temat bezpieczeństwa w sieci, później część warsztatowa – głównie dla e-biznesmenów i e-biznesmenek. Pierwsze szkolenie dotyczyło gwarancji i rękojmii i jakimś dziwnym przypadkiem udało mi się trafić do pani Ani z ćwiczeń copywriterskich – super! Pogadanka była równie interesująca i kształcąca, aczkolwiek nieco trudniejsza, gdyż w dużej mierze opierała się o akty prawne, które – jak wiadomo – językiem prostym napisane nie są. Pani Ania dzielnie przekładała z Ichniejszego na Nasze :)

Podsumowując – początkowo uważałam, że to stracone dla mnie czas i pieniądze, jednakże z perspektywy patrzę na to zupełnie inaczej – jestem zadowolona ze swojej obecności na Bobrowieckiej 9 pod koniec października :) Posłuchałam o czymś nowym, poznałam nowe ciekawe osoby, mogłam wysłuchać prelekcji, więc odbiór był zupełnie inny, lepszy niż tylko obejrzenie prezentacji na slideshare. No i może kiedyś też zajmę się własnym e-biznesem, kto wie? Czuję się zdecydowanie zachęcona.

Strona spotkania: http://esa.allegro.pl/


24
paź 09

Edukacyjne spotkania allegro – blog offline

Własnie siedzę sobie na wykladzie e-commerce zorganizowanym przez Allegro. Ponieważ mój telefon zaniemogl, na poprzednim wykladzie zrobiłam wersje offline bloga na firmowym papierze ;) skany dostarcze w czasie późniejszym, ale na dowód zalaczam kilka zdjęć: