PiffPaff


1
lut 12

Pewnej soboty…

 

img_0124

Continue reading →


7
sty 12

Guitar Hero Krężel Band

KRU_0772

KRU_0691 KRU_0710

Continue reading →


25
lip 11

Grill u Wnuków

Daaaawno się nie widzieliśmy…

KRU_8030_

Continue reading →


11
maj 11

Piffny Czerniaków – Magiel Cafe

Z uwagi na nową koleżankę w pracy i nasze odkrycie miesiąca (a może nawet roku) – Hotchocspoon, o którym napiszę niebawem, wybraliśmy się w trójkę do Magiel Cafe przy ul. Stępińskiej. Miejsce bardzo przyjemne, klimatycznie urządzone, z miłą obsługą – dziękujemy pani kelnerko-barmance w stylowych hipsterowych czerwonych okularach. Menu również interesujące – ciekawe dania o nazwach ze słowami, których nie znam :) Do tego różne rodzaje piwa i innych alkoholi…

Continue reading →


17
mar 11

ZAPOWIEDŹ: pożegnanie zimy

Już w najbliższy poniedziałek Pierwszy Dzień Wiosny. Zimy mamy już serdecznie dość, więc już po raz drugi dzięki inicjatywie państwa M. pożegnamy Panią Zimę w zacnym gronie.

Z uwagi na pracujący poniedziałek mordu dokonamy w niedzielę. Fotorelacja wkrótce :)

W zeszłym roku było TAK :)

Plakat designed przez mnie ;)

15
lip 10

Cafe „Stary Młynek”

Wielokrotnie już przejeżdżaliśmy koło tego tajemniczego lokalu mieszczącego się przy akademiku „Hera” UW przy skrzyżowaniu ul. Belwederskiej i ul. Gagarina. Za każdym razem padał ten sam komentarz: „Musimy tu kiedyś przyjść”. Ponieważ cafe jest rzut beretem od naszego obecnego mieszkania (raptem 2 przystanki, które bez problemu można przejśc pieszo), postanowiłam spontanicznie zaprosić męża na małe co nieco :)

Więcej o Cafe STARY MŁYNEK :)

Polecamy i zapraszamy naszych znajomych na piffne spotkanka w naszej okolicy!


28
lis 09

„Skowyt” w Barrocku – niespodzianka muzyczna

Bardzo przyjemny wieczór w doborowym towarzystwie wczoraj spędziliśmy :) Stało się to zupełnie niespodziewanie, choć tak nie do końca… Wszystko zaczęło się 18 listopada o 11:54, kiedy w poczcie fb znalazłam maila od Tomika Wincenciaka, który zapraszał imiennie (nie tam jakiś spam):

Kasia, Będzie nam niezwykle milo nam gościć Cie na specjalnym koncercie Skowytu :)

Oczywiście zgodziłam się i potwierdziłam, że wraz z mym drogim mężem pojawimy się :) Ale zespołu Skowyt nie znałam i z taką lekką nieśmiałością podeszłam do tematu, kiedy nadszedł dzień koncertu…

[googlemap lat="52.220702" lng="21.013848" width="150px" height="150px" zoom="15" type="G_NORMAL_MAP"]Warszawa, Polska[/googlemap]

Prawie nie trafiliśmy na miejsce, gdyż zamiast na pl. Konstytucji udaliśmy się na pl. Zbawiciela… Na szczęście udało się znaleźć Barrock (przy okazji okazało się, że już tam kiedyś byliśmy). Zespół był już „rozstawiony po kątach”, a właściwie po jednym. Trzeba przyznać, że przestrzeni scenicznej chłopaki mieli bardzo niewiele. Od progu skomunikowaliśmy się wzrokowo z Tomkiem, który w Skowycie jest odpowiedzialny za „niskie dzwięki i pekeasy”.

Skowyt dla znajomych

W kolejnych kilkunastu minutach poznaliśmy także wzrokowo resztę ekipy – bardzo fajni ciepli wyluzowani ludzie. A co najważniejsze – „frontem do publiczności”. Jak wspomniałam wcześniej „Skowyt” przynajmniej z nazwy nie był mi znany zupełnie, ale wszystko zmieniło stroili się i ćwiczyli przez rozpoczęciem. Zaaferowana układaniem kurtek i torebki i rozpakowywaniem aparatu nagle usłyszałam całkiem znany mi z Antyradia kawałek „Jest nas dwóch” i już wiedziałam, że będzie fajniej niż myślałam : ) Zdanie „lubię tylko te piosenki, które już znam”, wypowiedziane przez inż. Mamonia w filmie „Rejs” znowu miało swoje uzasadnienie. I tym mnie na wstępie zdobyli. Potem było już tylko lepiej: nie tak, jak zwykło bywać na koncertach, gdzie artyści są dalecy, niedostępni, czasem nawet niewidoczni…

Chłopaki były dostępne na wyciągnięcie ręki i całą swoją energię dawali odczuć otaczającym ich słuchaczom. Ługi szalał, ciężko było go złapać w obiektywie, świetnie i żywiołowo działał na scenie – raz będąc dzikusem, a raz małym dzieckiem („Jamajski pedofil”). Nie obyło się też bez kontrowersyjnych tekstów („Jezus Chrystus królem Polski”), co bardzo cenię i cieszy mnie, gdy teksty poruszają tematy tabu w naszym kraju. Dodam, że chłopcy narażali życie odśpiewując ten kawałek, gdyż ostrzeżona ich, iż nieopodal mieszka pani dewotka, która przy późno nocnych hałasach zaraz wzywa policję – strach pomyśleć, co by było, gdyby słowa ” [ tu muszę uzupełnić, jak zdobędę lyricsy od zespołu ]” dotarły do jej uszu ;)

Skowyt na scenie Szaleństwa Ługiego

Po pieśniach dla najbardziej wytrwałych przygotowano projektor z teledyskami, poznaliśmy też główną bohaterkę „Ona jest Nazi”.

Teledysk "Ona jest Nazi" na ekranie z prześcieradła :)

Zaczęła się po prostu wielka integracja: mogliśmy zamienić kilka słów z gitarzystą Aretzkim (riffy i „pitu-pitu”), który raczył nas opowieściami, zebrać przy tym autografy, na które chłopaki nieco się oburzali :) Ale za to było wesoło i naprawdę przesympatycznie :)

Skowyt Autografy


10
wrz 09

Pole Mokotowskie – wypadzik urodzinowy

20090816-DSC_2463.jpg

Zaskakujące odbicie lustrzane

20090816-DSC_2465.jpg

20090816-DSC_2466.jpg

Uszka ;)

20090816-DSC_2471.jpg

fot. Kruchy


21
sie 09

CK Oberża

Wczoraj na zaproszenie Mojka i jego żony zjawiliśmy się w CK Oberża. Tym razem wpis w formie fotorelacji…

Kruchy jak zwykle udaje nieszczęśliwego…

IMG_0237_filtered Continue reading →


7
sie 09

Piątkowe powitanie panny „SZ”

Dziś pierwszy dzień panny „SZ” w u mnie w pracy :) Od rana walczyłyśmy z komputerkiem…

Najbardziej dał nam się we znaki backup bardzo bardzo bardzo ważnych danych i obie z Sylwią drżałyśmy, aby nic przy kopiowanku nie zginęło. Kopiowanie 1,5GB danych poczty po sieci pokazało, że taka czynność może trwać nawet 7 czy 10 dni :) Załamałyśmy się… Plan B – nagranie wszystkiego na płytkę. Okazało się, że płytek brak (albo po prostu nie umiałam ich znaleźć), więc szybko do sąsiadów… Potem okazało się, że napę CD nie jest podłączony, więc szybciutko pod stół, odkręcanie i przyłączanie… JEST :) Głupia Vista wykryła pożyczoną płytkę jako DVD-RW i już wpakowała na nią swoje pliczki… Jednak nagrywać naszych danych nie chciała. Zainstalowanie oryginalnego Nero też nic nie dało, gdyż Nero nie chciało współpracować ani ciut, ciut :( Okazało się także, że płytki, które miała we władaniu Vista też na nic się nie nadają… Uuuuuuffff. W końcu jakimś przyjemnym programikiem nagrałyśmy spakowane dane (za radą Mojka – dziękujemy!) i pod koniec dnia był gotowy komp z działającą pocztą  i drukarką (drukarka to długi temat, zdecydowanie na osobnego posta…).

Po tak pracowitym dniu udaliśmy się do pobliskej Grappy na zapoznawcze piwko i pizzę :)

Panna "SZ"Od lewej: Sylwia, Michał, Kruchy; ja za telefonem :)

Edit: Ja dodam jeszcze 2 swoje foki (z telefonu) – jakość 0, ale muszą takie być :P … Pzdr Kruchy

cafe GrappaSztućce nad wejściem do Grappy