
Z uwagi na nową koleżankę w pracy i nasze odkrycie miesiąca (a może nawet roku) – Hotchocspoon, o którym napiszę niebawem, wybraliśmy się w trójkę do Magiel Cafe przy ul. Stępińskiej. Miejsce bardzo przyjemne, klimatycznie urządzone, z miłą obsługą – dziękujemy pani kelnerko-barmance w stylowych hipsterowych czerwonych okularach. Menu również interesujące – ciekawe dania o nazwach ze słowami, których nie znam
Do tego różne rodzaje piwa i innych alkoholi…
Już w najbliższy poniedziałek Pierwszy Dzień Wiosny. Zimy mamy już serdecznie dość, więc już po raz drugi dzięki inicjatywie państwa M. pożegnamy Panią Zimę w zacnym gronie.
Z uwagi na pracujący poniedziałek mordu dokonamy w niedzielę. Fotorelacja wkrótce
W zeszłym roku było TAK
Wielokrotnie już przejeżdżaliśmy koło tego tajemniczego lokalu mieszczącego się przy akademiku „Hera” UW przy skrzyżowaniu ul. Belwederskiej i ul. Gagarina. Za każdym razem padał ten sam komentarz: „Musimy tu kiedyś przyjść”. Ponieważ cafe jest rzut beretem od naszego obecnego mieszkania (raptem 2 przystanki, które bez problemu można przejśc pieszo), postanowiłam spontanicznie zaprosić męża na małe co nieco
Więcej o Cafe STARY MŁYNEK
Polecamy i zapraszamy naszych znajomych na piffne spotkanka w naszej okolicy!
Wczoraj na zaproszenie Mojka i jego żony zjawiliśmy się w CK Oberża. Tym razem wpis w formie fotorelacji…
Kruchy jak zwykle udaje nieszczęśliwego…
Dziś pierwszy dzień panny „SZ” w u mnie w pracy
Od rana walczyłyśmy z komputerkiem…
Najbardziej dał nam się we znaki backup bardzo bardzo bardzo ważnych danych i obie z Sylwią drżałyśmy, aby nic przy kopiowanku nie zginęło. Kopiowanie 1,5GB danych poczty po sieci pokazało, że taka czynność może trwać nawet 7 czy 10 dni
Załamałyśmy się… Plan B – nagranie wszystkiego na płytkę. Okazało się, że płytek brak (albo po prostu nie umiałam ich znaleźć), więc szybko do sąsiadów… Potem okazało się, że napę CD nie jest podłączony, więc szybciutko pod stół, odkręcanie i przyłączanie… JEST
Głupia Vista wykryła pożyczoną płytkę jako DVD-RW i już wpakowała na nią swoje pliczki… Jednak nagrywać naszych danych nie chciała. Zainstalowanie oryginalnego Nero też nic nie dało, gdyż Nero nie chciało współpracować ani ciut, ciut
Okazało się także, że płytki, które miała we władaniu Vista też na nic się nie nadają… Uuuuuuffff. W końcu jakimś przyjemnym programikiem nagrałyśmy spakowane dane (za radą Mojka – dziękujemy!) i pod koniec dnia był gotowy komp z działającą pocztą i drukarką (drukarka to długi temat, zdecydowanie na osobnego posta…).
Po tak pracowitym dniu udaliśmy się do pobliskej Grappy na zapoznawcze piwko i pizzę

Edit: Ja dodam jeszcze 2 swoje foki (z telefonu) – jakość 0, ale muszą takie być
… Pzdr Kruchy

